Social media

Młodzi Cyfrowi - uzależnienie od internetu

W świecie cyfrowym dziecko może być bohaterem, ukryć swoje kompleksy. Każdy “lajk” to wyrzut dopaminy. Uzależnienie od mediów społecznościowych deklaruje już co trzeci uczeń, a 1/4 nastolatków określa się mianem “fonoholika” - czyli nałogowo korzystającego ze smartfona.

Z badań wynika, że rodzice najczęściej dają dzieciom telefony, gdy te mają 9 lat. Co więcej - prawie połowa uczniów w wieku 12-19 lat deklaruje, że ma nieograniczony dostęp do internetu.

Młodzież najczęściej z internetu korzysta przez telefon komórkowy (97 proc.), w drugiej kolejności uczniowie wskazują laptop (56,4 proc.).

Badanie dowodzi, że w większości polskich rodzin nie ma żadnych zasad korzystania z nowych technologii, a ze smartfonem dzieci najczęściej leżą w łóżku, przed snem.

Co piąty uczeń przyznaje, że nałogowo korzysta ze smartfona, tyle samo osób deklaruje, że kłamie na swój temat w sieci. Młodzi czują się też przeciążeni ilością informacji, jaka do nich dociera i byliby gotowi na detoks.

60 proc. uczniów uważa, że rodzice nie rozmawiają z nimi o internecie, co trzeci pytany twierdzi, że rodzic nie ma pojęcia, co dziecko robi w sieci.

Młodzież deklaruje, że ma średnio trzy konta społecznościowe. Jest zmęczona byciem “always on”, uzależniona i rywalizująca z innymi w wirtualnym świecie.

Jednocześnie internet jest dla młodzieży ważnym miejscem pielęgnowania znajomości. 2/3 uczniów przyznaje, że dzięki sieci utrzymali kontakt z ważną osobą.

Wielu rodziców jako karę stosuje “odcięcie od internetu”. To często jedyna zasada dotycząca sieci w domu.

Co dziesiąty badany deklaruje, że korzysta z telefonu praktycznie cały czas, prawie połowa uczniów po przebudzeniu w nocy sięga po smartfon. Stąd nazwa syndromu FOMO (ang. Fear of Missing Out).

Badanie zostało przeprowadzone we wszystkich 16 województwach, w 273 z 380 powiatów, na podstawie ponad 50 tys. ankiet on-line, wypełniali je dobrowolnie uczniowie w wieku 12-19 lat.

Wyniki badania i więcej informacji w serwisie dbamomojzasieg.com/mlodzi-cyfrowi.

 

Zagrożenia płynące z użytkowania mediów społecznościowych

Media społecznościowe zmieniły naszą codzienność, a także znacząco wpłynęły na nasze relacje z innymi ludźmi oraz postrzeganie samych siebie. Facebook, Istagram, czy Twitter już dobrych kilka lat temu stały się niepodważalnie najpopularniejszymi sieciami społecznościowymi, jake kiedykolwiek istniały w historii Internetu. Platforma Facebook (z tumaczenia książka twarzy), która skupia 1,4 miliarda użytkowników z całego świata, a której wartość stale rośnie z dnia na dzień, niesie ze sobą wiele możliwości i wiąże się mnóstwem zalet zarówno dla indywidualnego użytkownika, jak i firm, dla których pomysł Marka Zuckerberga stał się jedną z form komunikacji z potencjalnymi klientami. Należy jednak pamiętać o drugiej stronie medalu, a więc i o zagrożeniach, na które przeciętny posiadacz konta na Facebooku może być narażony.

Social media mogą być źródłem różnych niebezpieczeństw. Po pierwsze, nigdy nie wiemy kto znajduje się po drugiej stronie. Wystarczy założyć fikcyjne konto, podać nieprawdziwe dane i dodać dowolne zdjęcie znalezione w Internecie. Takie konta są szczególnym zagrożeniem dla dzieci - internetowe relacje mogą mieć przecież negatywne skutki nie tylko w wirtualnej rzeczywistości, ale i realnym życiu. Wspólnie z mediami społecznościowymi pojawiło się również zjawisko cyberprzemocy, czyli nękania w Internecie. Może to być zarówno przedłużenie zastraszania w realnym życiu, jak i prześladowanie przez nieznaną nam osobę. Cyberbullying może polegać m.in. na pisaniu negatywnych komentarzy na temat ofiary w mediach społecznościowych, nękaniu zastraszającymi wiadomościami czy nawet tworzeniu ośmieszających stron internetowych. Ofiarami i sprawcami cyberprzemocy najczęściej są nastolatkowie i niestety, co jakiś czas słyszy się o tragicznych skutkach tego zjawiska.

Ryzyko związane z korzystaniem z social media dotyczy także konsekwencji psychologiczno-społecznych. Ten typ mediów odcisnął swoje piętno przede wszystkim na relacjach międzyludzkich, doprowadzając do ich znacznego zaniku. Rozmowy przez Internet są łatwiejsze, bo zapewniają pewną barierę, możliwość ukrycia swoich uczuć i dokładnego przemyślenia odpowiedzi. Jest to też związane z kolejnym skutkiem – komunikacja w sieci umożliwia nieustanne kreowanie swojego wizerunku. O wiele łatwiej stać się popularnym i lubianym w sieci niż w realnym życiu – wystarczy odpisać w zabawny (ale dokładnie przemyślany) sposób, opublikować śmieszny filmik i dodawać zdjęcia prezentujące jedynie najciekawsze momenty z naszego życia.

Ponadto media społecznościowe mają ogromny wpływ na naszą samoocenę. To, co myślimy o sobie i jak się czujemy, uzależniamy od ilości "lajków" pod zdjęciem. Internetowe społeczności mają autentyczny wpływ na to jak postrzegamy samych siebie - do tego stopnia, że wielu z nas nie jest w stanie powiedzieć pozytywnych rzeczy o swoim wyglądzie i swoim życiu! Wynika to z faktu, że w mediach społecznościowych jesteśmy podziwiani i lubiani na o wiele większą skalę, więc niedocenienie boli jeszcze bardziej.

Do jednych z bardziej niebezpiecznych zalicza się aspekt psychologiczny i wszelkiego rodzaju uzależnienia związane z obecnością w sieci. Uzależnienie od Internetu czy też ogólnie komputerów, nie jest już rzeczą nową, ani tym bardziej szokującą - traktuje się je już na równi z pozostałymi, tradycyjnymi uzależnieniami - od nikotyny, alkoholu, narkotyków czy chociażby hazardu. Spośród różnych jego typów, szczególną uwagę zwrócić należy na to, dotyczące Facebooka. W gruncie rzeczy mocno niepozorne i niewinne, bardzo mocno wpływa na styl życia poszczególnych osób. I to niekoniecznie jedynie tych najmłodszych! Już z samym jego zdiagnozowaniem może być sporo problemów w końcu używa go praktycznie każdy, zaglądamy tam średnio kilka razy dziennie, aby sprawdzić czy nasz post otrzymał jakieś komentarze lub lajki. Choć większość ma nad tym kontrolę, są tacy, którzy całkowicie zatracają się w tym sieciowym szaleństwie. Całe ich życie potrafi toczyć się przed ekranem, co negatywnie wpływa na różne aspekty życia osobistego: utratę pracy, rozwody czy chociażby znaczące pogorszenie wyników w szkole.

Przeniesienie przez wiele osób swojego życia społecznego w wirtualne ramy, często sprawia, iż nieodłącznym atrybutem w funkcjonowaniu staje się stała potrzeba akceptacji przez internetowe środowisko. Uczeni z Uniwersytetu Harvarda w swoich badaniach dowiedli, że odbieranie pozytywnych bodźców z Facebooka działa na ludzki mózg tak samo, jak przyjemności płynące z seksu, atrakcyjnych zarobków czy też jedzenia. To sprawia, że w ten sposób łatwo uzależnić się od tego typu informacji, a w momencie ich braku - odczuwać stany, będące podobnymi do tych, jakie występują u osób cierpiących na depresję. Niemożność uzyskania aprobaty przez wirtualne otoczenie wiąże się często z obniżeniem swojej samooceny, zmniejszoną motywacją do wykonywania pozostałych obowiązków, a także z apatią i przewlekłymi stanami smutku.

Uzależnienie to jednak niejedyne zagrożenie, jaki spotkać może nas podczas surfowania po Facebooku. Wiele z nich zdaje się być równie niebezpieczna, ale co istotniejsze często sami je nieświadomie prowokujemy! Przykład? Duża część osób nie zastanawia się kompletnie nad tym, jakie ograniczenia prywatności stosuje w związku z podawanymi przez siebie informacjami. Prowadzi to do takich sytuacji, w których osoby trzecie, kompletnie niezwiązane z konkretnym człowiekiem, są w stanie uzyskać szereg danych, które umożliwiają podszycie się pod daną osobę, włamanie się na jej konta bankowe, a także okradzenie jej domu czy mieszkania. Dwa lata temu uwagę na ten problem zwróciła belgijska Federacja Sektora Finansowego (Febelfin), która w swojej kampanii w sieci wskazała między innymi na łatwość zdobycia informacji z serwisu takiego, jak Facebook. Wymachiwanie nazwiskiem jak chorągiewką przynosi użytkownikom internetu dużo więcej zagrożeń niż korzyści. Problemem, który nie zmalał ale urósł jest kompletny brak edukacji o zagrożeniach, bo wszystkie główne siły w tym media, są zainteresowanie zbieraniem informacji o internautach a nie ich ostrzeganiem.

Internetowi oszuści idą tam, gdzie mogą znaleźć najwięcej potencjalnych ofiar. Facebook jest idealnym miejscem na polowanie, ponieważ użytkownicy spędzają tam dużo czasu. Czasem wystarczy spreparować chwytliwego newsa wyssanego z palca, aby ich nabrać. Każdego dnia cybeprzestępcy polują w sieci na swoje ofiary, aby zarobić pieniądze na naiwności lub też dobrać się do ich portfeli. Z pewnością nie raz zdarzyło wam się zobaczyć na Facebooku, wśród wielu informacji z polubionych stron czy z profili znajomych, także artykuły z sensacyjnymi tytułami czy przykuwającym wzrok zdjęciami. Nieświadomy użytkownik błyskawicznie klika, aby dowiedzieć się więcej o czyjejś śmierci, wypadku, morderstwie, zagrożeniu. Okazuje się, że nie zostaje przeniesiony do strony gazety, czego się spodziewał, ale w miejsce, gdzie ktoś żąda podania numeru komórki czy wysłania SMS-a, aby móc obejrzeć kontrowersyjne wideo. Nawet jeśli wówczas użytkownikowi zapala się czerwone światło i natychmiast opuszcza stronę, która wydaje mu się podejrzana, może się okazać, że odnośnik do rzekomej sensacyjnej wiadomości, na którą sam dał się nabrać, jest już widoczny dla wszystkich znajomych z Facebooka. A ci klikają, ponieważ ufają osobie, która udostępnia informację. Jedno kliknięcie niekiedy wystarczy, aby strona trafiła do ich ulubionych (zdecydowanie wbrew intencji). W ten sposób nieświadomie rozprzestrzeniają narzędzie, które może być nastawione na zawirusowanie komputera bądź urządzenia mobilnego. Stąd już tylko krok do oddania na pastwę oszustów swoich wrażliwych danych, włączenia swojego telefonu lub komputera do sieci zombie, wykorzystywanych przez cyberprzestępców do ich celów (np. wysyłki spamu) czy dołączenia do farmy lajków, którą można sprzedać jakieś firmie, chcącej szybko zwiększyć liczbę swoich fanów na Facebooku. W przypadku urządzenia mobilnego możemy np. złapać trojana SMS, który zwiększy rachunek za telefon, wysyłając wiadomości premium. Są także wszelkiego rodzaju konkursy, loterie. Ich twórcy obiecują atrakcyjne nagrody w zamian za polubienie ich postu czy też udostępnienie go na własnej tablicy i zachęcenie znajomych do lajkowania. Jednak w większości przypadków nikt nic nie wygrywa, a lajki liczą się na konto innej działalności.

Innym popularnym oszustwem jest przekonanie użytkowników, że będą np. w stanie sprawdzić, kto odwiedza ich profil na Facebooku. To dla wielu bardzo kusząca perspektywa. Gdy zaś klikną w wiadomość, okazuje się, że przed nimi jeszcze sporo biurokracji oraz "dobrowolnego" podawania poufnych informacji o sobie. Cyberprzestępcy przygotowali także coś dla tych, którym znudził się niebieski kolor Facebooka. Mamią ich możliwością zmiany jego szaty graficznej na inny kolor. Tak naprawdę tym sposobem można zainstalować sobie narzędzie szpiegujące, które będzie zbierało informacje z komputera czy smartfona nie tylko o naszej aktywności na Facebooku, ale także w innego rodzaju serwisach.

W jaki sposób można jeszcze sieciowo zrujnować swoje życie (zwłaszcza zawodowe)? Pośród pracodawców coraz popularniejsza staje się praktyka dokładnego prześwietlania kandydatów oraz pracowników pod kątem ich działalności w social media zanim zadecydują o tym, czy w ogóle chcą Cię zatrudnić, dokładnie przyglądają się Twoim profilom, rzeczom które polubiłeś, Twoim zdjęciom z imprez - na podstawie tego wyciągają wnioski. Nieodpowiedzialne korzystanie z Facebooka może skutkować nie tylko nie przyjęciem do pracy, ale wręcz jej utratą! Jeden nieuważny wpis i możemy pakować rzeczy z biurka.

Brak ustawień prywatności, które zablokują obcym przeglądanie treści na profilu, może skutkować również narażeniem się na bycie pociągniętym do odpowiedzialności np. za swoje długi lub unikanie podatków. Wierzyciele, wraz ze zwiększeniem popularności Facebooka, zyskali nową możliwość w zdobywaniu informacji o dłużnikach, wobec których prowadzą działania egzekucyjne. Tłumaczenia strony o braku środków na pokrycie zaległości nie będą wiarygodne, gdy w sieci będzie można ujrzeć fotografie przedstawiające zakup wartościowych rzeczy lub też obrazujące spędzony czas na zagranicznych wczasach. W takim przypadku te osoby mogą być pewne tego, że w szybkim czasie odpowiedni ludzie upomną się o jak najszybszą spłatę zobowiązań, lub w ramach postępowania komorniczego, zostaną zajęte dobra zidentyfikowane w sieci społecznościowej na poczet spłaty zadłużenia. Nie raz słyszeliśmy także o przypadkach, kiedy danym, nieuważnym osobnikiem zainteresowała się krajowa prokuratura. Wstawiane zdjęcia ociekały luksusem, a po odpowiednim donosie (kogoś z zawistnych znajomych zapewne!) i prześwietleniu jego majątku, okazywało się, iż próbował wywieść w pole państwowe, instytucje finansowe.

Facebook potrafi również negatywnie wpłynąć na trwałość rodzin oraz małżeństw. Według najnowszych statystyk, w jednej na pięć spraw rozwodowych w Stanach Zjednoczonych, jednymi z dowodów są przedstawione informacje właśnie z tego popularnego serwisu. Nie chodzi tu już o same oznaczanie się na zdjęciach z osobami, z którymi wiążą nas jakieś bliższe relacji, choć przyznać trzeba, iż wychodzące w ten sposób oszustwa zdarzają się zaskakująco często. Przeniesienie wielu aspektów swojego życia do sieci wiąże się również z zawieraniem znajomości w przestrzeni wirtualnej, które to mogą przerodzić się w romanse a to ma już swoje negatywne skutki w realnym życiu i w momencie, w którym rozwód jest orzekany z winy niewiernego współmałżonka, bądź współmałżonki. Zgadnijcie kto wówczas traci najwięcej podczas rozprawy - dzieci.

Należy być szczególnie ostrożnym w podawaniu do publicznej wiadomości wszelkich informacji o ściśle osobistym charakterze: w tym imienia i nazwiska, numeru telefonu, adresu oraz pozostałych z tej kategorii. W przeciwnym razie, czy to ze złośliwości czy też jeszcze mniej pozytywnych pobudek (takich jak zemsta), niektórzy mogą naprawdę mocno utrudnić nam życie. Słyszeliście o hejcie lub o zjawisku stalkingu? Według uproszczonej definicji stalking, to po prostu prześladowanie osoby lub osób, o charakterze długotrwałym i uporczywym, rozciągnięte w czasie na tyle długo, aby skutecznie utrudnić jednostce normalne funkcjonowanie. Stalking staje się na tyle powszechnym problemem, że w wielu państwach, w tym w Polsce, zostały znowelizowane zapisy w kodeksie karnym, wprowadzające odpowiednie regulacje w tej materii. Oprócz oczywistego utajniania prywatnych danych kontaktowych należy także zwracać uwagę na to gdzie się fotografujemy. Dzięki aplikacjom takim jak Google Maps i funkcjonujący w jej obrębie Street View, wystarczy zaledwie kilka chwil aby zidentyfikować miejsca, w których potencjalna ofiara najczęściej przebywa! Ułatwia to geolokacja wbudowana w przegladarki internetowe oraz najnowsze systemy operacyjne smartfonów, tabletów, laptopów i komputerów.

Moje dane - moja sprawa

Moje dane są moje i chcę je ukryć. Nie ukrywam je chorobliwie, przeciwnie każdemu kto o to poprosi przedstawię się z imienia i nazwiska, oczywiście licząc na to samo z jego strony, ale nie powieszę ich jak kurtkę na społecznościowym globalnym wieszaku, nawet jak u fryzjera wieszam kurtkę na wieszaku, to oczekuję, że nikt nie będzie mi grzebał po kieszeniach. Z kilku powodów:

  • Nie życzę sobie by ktoś zupełnie mi nieznany wpisał dwa słowa (moje imię i nazwisko) w Google plus Enter, i za ten wysiłek dostał dziesiątki, setki lub więcej drobnych informacji o mnie, moich poglądach, upodobaniach i o znajomych. Podczas gdy ja o nim nie mam żadnej informacji, nie mam nawet komunikatu, że się mną interesuje. To gigantyczna nierówność. Od dziesięciu lat posługuję się jednym nickiem, zdobyłem w tym czasie wielu znajomych i nawiązałem internetowe przyjaźnie, większość moich internetowych znajomych zna moje imię i nazwisko, ale często wystarcza im sam nick. Taki nick to mój prosty firewall, żadna przesada, raczej konieczne minimum.
  • Brak szacunku dla contentu, który umieszczam w serwisach społecznościowych. Przykładowo mój profil na facebooku - dezaktywowany, nie mam do niego dostępu - nie przeszkadza to serwisowi korzystać z danych, które tam pozostawiłem, bez mrugnięcia oka facebook poleca moich znajomych następnym znajomym, tak jakby moje konto wciąż było aktywne.
  • Udostępnianie tak wrażliwych danych jak imię, nazwisko i miasto ani nie jest konieczne dla platformy (np. serwisu social media), ani potrzebne, mówię tu o obowiązku, który zawarty jest w regulaminie facebooka. Jeżeli ktoś czuje w sobie taką potrzebę przedstawiania się z imienia i nazwisko, to jego wolna wola, ja oczekuję, że będę miał wybór.
  • Od wielu lat funkcjonują w internecie serwisy, które nie wymuszają identyfikowania się, twitter, usługi google (edit. już nie wszystkie G+ pozazdrościło wyników finansowych FB), portale internetowe, także w Polsce: blip, pinger i wiele innych. Ja rozumiem, że właściciele platform drożej sprzedadzą profil z imieniem i nazwiskiem, ale to dla mnie żaden powód by takiemu wymaganiu potulnie ulec.
  • Niebezpieczeństw wynikających z tego, że firmujemy nasza aktywność imieniem i nazwiskiem jest mnóstwo, część z nich omówiona jest w artykułach poniżej.

Możliwe, że niewielu użytkowników Facebooka wie jak dokładna jest analiza danych aktywności. Eksperci Marka Zuckerberga analizują 98 rodzajów informacji, które są przekazywane reklamodawcom. Interesuje ich zarówno nasz status materialny jak i rodzinny, informacje związane ze zdrowiem i zainteresowaniami oraz upodobaniami, a niekiedy wpywają również na nasze wybory. Korzystanie z internetu wiąże się z utratą znacznej części prywatności.

Zgodnie z zasadami Facebooka konto może utworzyć tylko osoba, która ukończyła co najmniej 13 lat (w niektórych jurysdykcjach dolny limit wieku może być wyższy). Utworzenie konta z fałszywymi danymi stanowi naruszenie naszego regulaminu. Dotyczy to także kont zarejestrowanych w imieniu osób, które nie ukończyły 13 lat. Zaś Unia Europejska zakazuje korzystania z Facebooka, Snapchata i Instagrama dzieciom poniżej 16 roku życia. Rodzicu chroń swoje dziecko!

Pamiętajmy, że to od nas w dużej części zależy jakie informacje uzyskają inni internauci. Korzystajmy z opcji ustawienia prywatności - ustalmy co mogą zobaczyć nasi znajomi, a co będzie dostępne dla wszystkich. Przed publikacją najlepiej zadać sobie pytanie: Czy chcę, żeby dane grono osób to zobaczyło? Czy może to mieć dla mnie jakieś negatywne skutki? Szczególnie chrońmy takie informacje jak kwestie finansowe, miejsce zamieszkania czy zdjęcia i filmy pokazujące dzieci.

Warto mieć również świadomość, że to, co publikujemy na naszym profilu może mieć realne konsekwencje - coraz częściej jesteśmy sprawdzani w sieci przez rekruterów, pracodawców czy wierzycieli. Treści opublikowane na naszym profilu mogą służyć do sprawdzenia zasadności naszego zwolnienia lekarskiego czy podjęcia decyzji o przyjęciu nas do pracy.

Jak widać media społecznościowe nie tylko zapewniają nam stałą komunikację z bliskimi i umożliwiają odnowienie starych znajomości, ale mogą być także źródłem rozmaitych zagrożeń. Pomimo tego media społecznościowe stały się niemalże nieodłącznym elementem codzienności i wielu z nas nie wyobraża sobie, że miałoby z nich zrezygnować, nawet za cenę własnego bezpieczeństwa. Pokusa jest silniejsza!

 

Zobacz także:
- Messenger skanuje wszystkie wiadomości,
- Facebook i Cambridge Analytica. O co chodzi w tej aferze?,
- Facebooka i Google szkodzą demokracji i stanowią przeszkodę na drodze do innowacji,
- Zagubiona tożsamość,
- Nie podawaj imienia i nazwiska na Facebooku,
- Facebook zbiera i analizuje nasze poufne dane,
- Zasoby dotyczące bezpieczeństwa dla rodziców,

 

Źródło:
- https://www.t-mobile-trendy.pl/trendy/oszustwa-i-zagrozenia-na-facebooku-sprawdz-czego-nie-klikac,artykul,54400.html
- https://tech.money.pl/it-i-telekomunikacja/artykul/zagrozenia-plynace-z-uzytkowania-facebooka,182,0,1673398.html
- https://systel.pl/media-spolecznosciowe-zagrozenia/

 

Print